Bądź na bieżąco - RSS

O IMPREZIE

DOKUMENTY 2012

Regulamin Ramowy SuperOES 2012

 

DOKUMENTY 2011

Regulamin Ramowy SuperOES 2011

DOKUMENTY 2010

Regulamin Ramowy SuperOES 2010

Niech o tej imprezie świadczy wypowiedź jednego z jej uczestników, Michała Czuby:

„Sobota… pobudka o 5 rano… Oczy sklejone przerywanym snem. Dociera do mnie myśl, że to właśnie teraz zaczęła się dla mnie długo wyczekiwana sobota, dnia 5 grudnia. Właściwie, co ja muszę zrobić? Spakowany już byłem od dwóch dni, przygotowany mentalnie i sprzętowo także. Wsiadłem w auto, które na dzień przed startem budziło mnóstwo wątpliwości, jednak postanowiłem o tym nikomu nie wspominać nawet najmniejszym słowem. Jadę po Agniess… Nic do mnie nie dociera, jest ciemno i to chyba lepiej. Doskonalę się mogłem skoncentrować. Z resztą odczuła to nawet Agnieszka, gdy jadąc już na prawym fotelu, nie słyszała ode mnie zbyt dużo słów.

Dojeżdżamy przed bramę toru punktualnie osiem minut przed godziną siódmą. Skąd ja pamiętam tą godzinę, to nie wiem. Badanie kontrolne, badanie głośności… 90 dB. Znaleźliśmy się przed biurem, jeszcze ostatnie przygotowania Seja i ruszamy po mapki. Agnieszka została z mapkami sam na sam, skrupulatnie na nie coś nanosząc. Ja jeszcze krzątałem się obok auta, sprawdzając ciśnienie w oponach, naklejając numerki i ciesząc się jeszcze czystym i przejrzystym wizerunkiem mojego Złotka 🙂

Wjeżdżamy na karting, wiadomo, żeby sobie troszkę potrenować. Nieustanne uwagi biegnące z moich ust w stronę cicho mówiącej Agnieszki, aż kipiały zaczątkami sportowej złości! Czułem, że coraz bardziej wjeżdżam się w zachowanie auta i… miało to zgubny skutek, tak jak w przypadku każdego poprzedniego treningu… Tym razem nie skończyło się na draśnięciu zderzaka. Z kretesem i bez ogródek wycinając boka przypominającego kombinację alpejską z hukiem wyryłem w „beczkę” z opon… Centralnie, przodem… Wybiegłem z auta jeszcze ogromnie podekscytowany i zafascynowany tym, co się stało. Zderzak popękany, tablica odpadła. „Uff dobrze, że tylko tak to się zakończyło” – pomyślałem. Posprzątałem po swoich kozackich zachowaniach karting i ruszyliśmy dalej. Syndrom wariata (jak to określa Adam Warlich) się we mnie wyłączył i dobrze, bo daleko bym tak nie dojechał.

Okazało się, że prócz ran powierzchownych, ucierpiały także wnętrzności… Długo walczyłem z gotującą się jak woda w czajniku – cieczą chłodzącą i zaciętym na przesuniętej chłodnicy wentylatorze. Walczyłem i myślałem, żeby się nie poddawać, nie teraz.
Pełen niepokoju, ale także pozytywnego naładowania stanąłem wraz z pilotem na starcie pierwszej próby. Już nie czułem tego podekscytowania jak na pierwszym SuperOESie… Teraz czułem zwierzęcą zawziętość urwania sędziemu ręki swoją przednią szybą, gdy pokazuje mi, kiedy mogę startować! Jak długo trzymany pies na smyczy, zerwany rzuciłem się do mety. Jednak jechałem z głową, potrafiłem się opanować, nie popełniać błędów. Na przedostatniej szykanie, widziałem jak młoda pilotka chce najwyraźniej wysiadać z auta, które pod moim dowództwem wygrzmoci zaraz w metalowe bramki… Odzyskałem przyczepność w hamowaniu, trakcja przypomniała o swoim istnieniu i choć wiele straciłem czasowo, to się wyratowałem. Z kilometra na kilometr było coraz lepiej, coraz szybciej i coraz bardziej emocjonująco. Dodatkowej mobilizacji dodawał mi wcześniej wspomniany Adam Warlich, z którym spędziłem chyba cały czas pomiędzy próbami, gorączkując się przy monitorach wyświetlających czasy naszych rywali. Na ostatnie dwie pętle, Agnieszka została grzecznie poproszona o zajęcie miejsca kibica, w celu sprawdzenia, czy czasy ulegną poprawie. Pozbyłem się wszelkich barier i kręciłem czasy 2 sekundy lepsze… Słyszałem jak głośno dyszę, a krople potu wypływają spod kasku. Wysiadałem z auta i jakby ktoś mi mierzył tętno, to bym kręcił chyba rekordy na ciśnieniomierzu!

W całej rywalizacji, żałowałem tylko, że odpadł już na treningu Michał Gładyszak, z którym już od dawna byłem umówiony na zaciętą rywalizację. Dzielnie zastąpił go Adam, za co ślicznie dziękuję!

Niestety, więcej nie jestem w stanie napisać… Dlaczego?! Ludzie, ja wstaje codziennie rano i jestem nakręcony jak szwajcarski zegarek, przechodzę koło Seja idąc po bułki do sklepu i mi się wszystko przypomina! Muszę się kąpać trzy razy dziennie, bo się pocę z podekscytowania!
Pozostaje mi tylko podziękować: DZIĘKUJĘ ZA RYWALIZACJĘ, DZIĘKUJĘ ORGANIZATOROM, DZIĘKUJĘ ZAWODNIKOM, DZIĘKUJĘ AGNIESZCE, ZA POMOC NA PRAWYM… PO PROSTU NIE MOGĘ WYJŚĆ Z ZACHWYTU!!! Nie wiem jak przeżyję kolejny SuperOES, bo każdy następny jest coraz lepszy!”

Do zobaczenia na torze!